Kamienie milowe fotografii mobilnej – część III. W oku Sandy

20 maja 2014

Autor: Mateusz Jaszak

Sandy –  drugi najbardziej niszczycielski huragan (według statystyk prowadzonych przez rząd USA) powstały na Morzu Karaibskim zabił 286 osób. Dotknął Kanadę, wyspy karaibskie oraz wschodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych. Stamtąd mamy najwięcej zdjęć z tego okresu. Zgadnijcie z jakich urządzeń dokumentowano to wydarzenie… Magazyn Time poprosił pięciu fotografów – Eda Kashi,  Michaela C. Browna, Stephena Wilkesa, Benjamina Lowy i Andrew Quilty , aby pokazali huragan, jak i spowodowane przez niego zniszczenia, przy użyciu smartfonów. Ben Lowy i Michael C. Brown byli doświadczonymi fotografami mobilnymi. Dla reszty był to pierwszy raz ze smartfonem w ręku w ich codziennej pracy.

12 listopada 2012, zdjęcie wzburzonego oceanu, uchwycone przez Bena Lowy, pojawiło się na okładce Time’a.

Użytkownicy Hipstamatica  rozpoznają to zdjęcie. Producent aplikacji wraz z Lowym stworzyli filtr nazwany jego nazwiskiem.  Co wyróżnia ten filtr? Mianowicie podbija kontrast i zmniejsza nasycenie obrazu, cienie są rozjaśnianie, za to światła przyciemniane. Jest to dobra opcja dla wszystkich tych, którzy chcą dodać więcej dramatyzmu do swoich zdjęć. Fotografie Bena z jego filtrem możecie znaleźć pod tym adresem:  http://storyboard.tumblr.com/tagged/ben-lowy.

Bohaterowie artykułu rozproszyli się po wschodnim wybrzeżu, aby dokumentować najważniejsze momenty walki ludzi z żywiołem. Ben Lowy został wysłany do Breezy Point, M.C. Brown na Manhattanan, Ed Kashi i Andrew Quilty do New Jersey, a  Stephen Wilkes do Connecticut. Mobilni fotografowie rozpoczęli pracę 29 października 2012 r., kiedy to niszczycielski huragan dotarł do wybrzeża USA.

Jestem przeszczęśliwy, że żyję w centralnej Europie. Blackout spowodowany kataklizmami jest tu rzadkością. To, co stało się w Nowym Jorku, to dowód na to, iż determinizm geograficzny jest absolutny i prawdziwy. Natura przypomniała nam, że jest silniejsza od naszej technologii. Mamy obsesję na punkcie bycia online. Internet jest dla nas na równi z jedzeniem i schronieniem.

To zdjęcie pojawiło się na okładce Time’a, a zrobił je Ben Lowy na wyspie Coney Island.  Posłuchajcie co ma do powiedzenia sam Ben Lowy:

 

To  John Lennon, 85 latek mieszkający na obrzeżach Nowego Jorku. Opłakuje swoją stratę po uderzeniu Sandy. „Nigdy nie byłem na Statui Wolności, nigdy nie byłem w  the Empire State Building… To był mój dom… A teraz odbudowa zabierze wiele lat. Nie mam pojęcia co mamy z tym począć.” Smutek… To uczucie bardzo intensywnie emanuje ze zdjęcia. To dowodzi, że Ben Lowy potrafi przekazać emocje w niezaburzonej formie. Pan  Lennon jest jedną z  7000 osób, którzy stracili dom. Spora część z nich nadal potrzebuje pomocy, a co stało się z Johnem? Nic poważnego. Jedynie jego piwnica została zalana. Jego dom nie został w żaden sposób uszkodzony, ale bardzo mocno przejął się losem swoich sąsiadów.

Esther i jej pies Pinky szukają ubrań i pożywienia w centrum. Wielu mieszkańców Staten Island uważa, że są ignorowani przez władze. Nic się nie zmieniło od tego czasu – ten rejon nadal cierpi na wysokie bezrobocie i przestępczość.

Powyższe zdjęcie przypomina mi telewizyjne obrazki z Japonii po przejściu tsunami Tohoku, w marcu 2011 roku. Znalezione zdjęcia w rumowisku  wprawiają w ponury nastrój. Patrzysz na zdjęcia ludzi, którzy już nigdy nie wrócą. Myślisz o własnej kruchości i słabości.

Te fotografie nie powstałyby przy użyciu lustrzanki. Ludzie ukryliby swoje emocje, tak jak żołnierze o których pisałem w pierwszej części. Prawdziwy fotograf powinien przedstawić „nienaruszoną prawdę”. Pamiętajcie o tym, drodzy mobilni.

Poprzednie części Kamieni milowych…

I część

II część

Zostaw komentarz

MENU: