Życie ogranicza mnie dostatecznie – fotografia już nie musi…, czyli refleksje po „Pstrykaliadzie”

2 kwietnia 2014

Autor: Wojtek Papaj

Jak być może pamiętacie, Grupa „Mobilni” miała zaszczyt sprawować patronat medialny nad Ogólnopolskim Konkursem Fotografii Studenckiej oraz towarzyszącym mu cyklem prelekcji i warsztatów fotograficznych pod wspólną nazwą „Pstrykaliada”. I właśnie w ramach „Pstrykaliady” 17 marca w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Tarnowie odbyłem kameralne spotkanie pt. „O czym jest zdjęcie drzewa, czyli historia jednego spaceru. Pejzaż jako motyw fotografii mobilnej”.

Moim założeniem było przeprowadzenie refleksji nad tym, czy fotografia mobilna może wnieść coś nowego do interpretacji krajobrazu. Pejzaż to przecież jeden z najdawniejszych tematów w sztukach wizualnych i może się wydawać, że wszystko w tej kwestii zostało już powiedziane… Czy fotografia mobilna stwarza jakieś nowe okoliczności w fotografii krajobrazowej? Otwiera nowe perspektywy?

Jako że grupa zgromadzonych gości nie była zbyt liczna, ale za to doborowa, rozmowa rozwijała się płynnie i interesująco – mam nadzieję, że dla obu stron :) Ponieważ żaden ze słuchaczy nie zdeklarował się jako „mobilny” (wszyscy chyba fotografowali „dorosłym” sprzętem, choć – jak się okazało – mają też smartfony oraz fotograficzne doświadczenia i aspiracje z nimi związane), rozpocząłem spotkanie od krótkiej charakterystyki różnic między fotografią mobilną a tradycyjną. Charakterystyka była oczywiście autorska, a dla mnie istota rzeczy tkwi w społecznościowym charakterze naszej pasji. Najlepiej oddaje to termin, jakim posługuje się Richard „Koci” Hernandez: social photography – zjawisko w ramach którego następuje daleko idące uspołecznienie procesów stanowiących tradycyjnie domenę jednostki twórczej (czyli, za przeproszeniem, artysty). „Koci” rozpisuje owo uspołecznienie w swojej wizji procesu twórczego obejmującej discovery (odkrywanie), collaboration (współpracę) oraz sharing (udostępnianie) – na każdym z tych etapów twórca (fotograf mobilny) z założenia nie jest sam.

Oto odkrywamy nowe wiadomości i nowe źródła inspiracji dzięki strumieniom w mediach społecznościowych; współpracujemy (np. w Grupie „Mobilni” i wokół jej inicjatyw obejmujących jeszcze szerszą społeczność fotografów); dzielimy się swoją twórczością, korzystając z natychmiastowego i bezpośredniego dostępu do szerokiej – jednocześnie życzliwej i krytycznej – publiczności. Społecznościowy charakter fotografii mobilnej gwarantuje nam zatem zarówno grono odbiorców, jak i inspirację do dalszego rozwoju.
Ta specyficzna cecha decyduje również – w mojej opinii – o potencjale fotografii mobilnej w zakresie innowacyjności formy wypowiedzi twórczej (także w przypadku interpretacji krajobrazu). Otóż w pedagogice twórczości (tak, jest coś takiego!) funkcjonuje zasada: najlepszym sposobem, aby wpaść na dobry pomysł, jest mieć dużo pomysłów. Social photography, generując olbrzymie, niezmierzone (wedle niektórych nawet nadmiarowe) ilości obrazów, jest zatem na dobrej drodze do przekształcenia ilości w jakość – do stworzenia (nie przez wszystkich oczywiście, jedynie przez niektórych szczęściarzy) nowego, niedogmatycznego języka wizualnego.

Tę część spotkania domknąłem – po trosze usprawiedliwiając siebie (i – prawem kaduka – całe środowisko) z owej „niedogmatyczności”, dzieląc się z zebranymi swoją maksymą na okoliczność bycia mobilnym fotografem: Życie ogranicza mnie dostatecznie – fotografia już nie musi… Uczestnicy spotkania – poza tym, że byli pasjonatami fotografii jako takiej – okazali się również ludźmi ciekawymi możliwości stwarzanych przez dynamicznie rozwijające się technologie mobilne. Podkreślano swoistą gatunkową nierozerwalność fotografii – przypomniano starą i wciąż wiążącą zasadę, że to nie aparat robi zdjęcia. Jeden z uczestników docenił dbałość „mobilnych” o zasady kompozycji, cierpliwość w poszukiwaniu optymalnego kadru istotną zwłaszcza w fotografii krajobrazu właśnie. Także w duchu gatunkowej ciągłości (choć także zapewne w nawiązaniu do mojej nieskromnej uwagi o sukcesach polskich fotografów mobilnych w ostatniej edycji MPA) pojawiła się rada, by zgłaszać swoją twórczość do konkursów fotograficznych, które coraz częściej uwzględniają kategorię „fotografia mobilna” lub wręcz ignorują zagadnienia sprzętowe, koncentrując się na wizualnej jakości zgłaszanych obrazów.

Rozmawialiśmy także o możliwościach różnych aplikacji oraz o kwestiach systemowych i sprzętowych – bez tego żadne spotkanie fotografów obyć by się nie mogło :) Szczególną przyjemność sprawiła mi uwaga jednego z uczestników porównującego nasze spotkanie z wygłoszonym przez Fotograficzny Autorytet (nazwiska nie ujawnił) wykładem, którego nie tak dawno wysłuchał – no i wyszło mu, że impreza w ramach Pstrykaliady miała więcej wdzięku… Głównej części spotkania – skupionej już bezpośrednio na zagadnieniu krajobrazu w fotografii mobilnej, programowych i kompozycyjnych narzędziach jakimi dysponujemy oraz na sposobach ich wykorzystania dla nadania własnej wizji pejzażu niepowtarzalnego charakteru – poświęcę już odrębny tekst, którym przy okazji spróbuję tchnąć nowego ducha w zakurzony nieco (z mojej winy) cykl Co i jak

Zostaw komentarz

MENU: