Follow Friday: Krzysztof Górny

21 lutego 2014

Wyobraźcie sobie starą, opuszczoną fabrykę. Taką z powybijanymi szybami, łuszczącą się farbą i kablami wyłażącymi ze ścian. Z butelkami po tanim winie, rzuconymi gdzieś w kąt, obskurnym graffiti na ścianach i grubą warstwą kurzu, unoszącego się przy każdym kroku. Macie to? Zejdźcie niżej, do ciemnych piwnic, pełnych gruzu, śmieci i rupieci z minionej epoki. Widzicie przed sobą wąski i głęboki szyb wentylacyjny? Podejdźcie do niego i zajrzyjcie do środka. Osiem metrów niżej zobaczycie wiszącego na linie człowieka w czapce z daszkiem. W świetle latarki zauważycie, że trzyma w ręce telefon komórkowy z nakładką na obiektyw typu „rybie oko”. Jest duże prawdopodobieństwo, że właśnie spotkaliście Krzysztofa Górnegoczłonka grupy „Mobilni”.

Michał Koralewski: Twoją pierwszą inspiracją i wciąż jedną z najważniejszych jest fotografia Ireneusza Zjeżdżałki, znanego polskiego — niestety nieżyjącego już — dokumentalisty. Podobnie jak on upodobałeś sobie miejsca opuszczone, porzucone przez człowieka, zapomniane. Co Cię pociąga w fotografowaniu takich miejsc?
Krzysztof Górny: Dokładnie tak. Irek — w bliższym gronie mówiono na niego „ Eryk” — był i nadal jest moim mentorem w fotograficznej drodze. Nadal otwieram jego książki i albumy, podglądam kadry i sposób w jaki patrzył na świat. Jeden tylko raz fotografowaliśmy razem opuszczoną fabrykę Stokbet we Wrześni. Dziś zostały tylko wspomnienia i album Irka, upamiętniający wyburzaną fabrykę, który przez przypadek dostałem w prezencie. Opuszczone, zapomniane, porzucone — wiele jest określeń miejsc, które odwiedziłem i odwiedzam nadal. Zawsze z aparatem lub telefonem. Ostatnio zauważyłem, że telefon w takich miejscach jest praktyczniejszy, niż dźwiganie mojego kilkukilogramowego plecaka z aparatem. Łatwiej jest wszędzie wejść, ale w ciemnych pomieszczeniach lub bunkrach, gdzie jedynym światłem jest moja latarka, komórka nie zawsze sobie radzi. Motywuję się, że muszę mieć nowy, lepszy sprzęt. Dlaczego opuszczone? Uwielbiam adrenalinę, tę niepewność co, lub kto będzie za rogiem, zapach łuszczącej się farby, pękające szkło pod stopami. Poznawanie historii miejsca, które dla innych jest obojętne, brzydkie, nieatrakcyjne. Z nowymi kolegami zaczęliśmy zaglądać do kanałów wentylacyjnych, zalanych tuneli, kominów. Tam, gdzie nie można wejść, zawsze można zjechać na linach :) Sprawdzamy swoje możliwości.

Michał: W przeciwieństwie do Zjeżdżałki, opierasz się jednak na mocnym kolorze, przerysowanym kontraście i zniekształconej perspektywie. Zupełnie tak, jakbyś chciał w ten sposób przywrócić te ciche i martwe miejsca do nowego, krzykliwego życia. Opowiedz nam więcej o swoim sposobie patrzenia na świat.
Krzysztof: To prawda, moje fotografie są bardzo kontrastowe. Robiąc zdjęcie wiem, że będzie bardziej lub mniej nasycone. Większość właścicieli opuszczonych czeka właśnie na śmierć takich miejsc, pozwalając je ograbić do gołych murów. Właśnie te zamknięte, wyglądające na niedostępne, są najlepsze. Ochrona, alarm, adrenalina, chyba nie muszę więcej mówić. Dobrze pamiętam, jak fotografowałem browar na Kobylim Polu kilka lat temu, uciekałem przed ochroną. Dziś nowy właściciel odbudował browar, obok powstało nowe osiedle apartamentów/loftów, sam chętnie bym tam zamieszkał. To jest drugie życie opuszczonego miejsca. Ja zatrzymuję opuszczone na zdjęciach. Żyją u mnie na ścianach, w albumach, na wystawach. Pochwalę się, że jestem w trakcie omawiania wystawy zdjęć z opuszczonych miejsc. Około 50 fotografii z ostatnich pięciu lat. Po naszej wystawie w Murowanej Goślinie dostałem propozycję takiej wystawy indywidualnej.

Michał: To właśnie Ty wpadłeś na pomysł, żeby zorganizować wystawę zdjęć wyróżnionych w akcji Mobilny tydzień. Zająłeś się także jej organizacją w swojej rodzinnej Murowanej Goślinie. Czy trudno było przekonać ośrodek kultury do tego pomysłu?
Krzysztof: Pomysł wystawy z Mobilnych tygodni miałem już dawno w głowie. Urodził się, gdy moje drugie zdjęcie zostało tam wyróżnione. Później zaprosiłeś mnie do Grupy Mobilnych. Przyznam, że był to dla mnie duży kop motywacyjny, żeby zacząć znów robić rzeczy, które bardzo lubię. Dużo fotografuję i lubię organizować wystawy. Cała organizacja: drukowanie zdjęć, zaproszenia, katalogi, albumy, rozmowy, poznawanie nowych ludzi, miejsc. Jestem taki, że lubię, jak się dużo dzieje. Czasem mam problem, żeby wysiedzieć w miejscu. Kiedy przedstawiłem propozycję wystawy MT w Murowanej Goślinie od razu spotkałem się z aprobatą i chęcią współpracy. Ekspozycja dobiega właśnie końca, ale jest pomysł współpracy na cykliczne mobilne wystawy. Nasz wernisaż był jednym z większych w Murowanej Goślinie, frekwencja przeszła nie tylko nasze oczekiwania.

Michał: Poza naszą grupą, aktywnie działasz także w lokalnym kole fotograficznym, gdzie jesteś chyba jedynym fotografem mobilnym. Z pewnością wiele razy poruszaliście na spotkaniach temat zdjęć ze smartfonów. Jak do tej kwestii podchodzą Twoi koledzy z koła? Widziałem kilku z nich na wernisażu wystawy w Murowanej Goślinie i wydawali się dość zainteresowani, może nawet trochę zaskoczeni jakością zdjęć.
Krzysztof: Moi Koledzy fotografują lustrzankami cyfrowymi. Choć każdy ma smartfona w kieszeni lub przy pasku, podchodzą sceptycznie do fotografii mobilnej. Owszem, lepsze zdjęcia mobilne są częstym tematem naszych rozmów, ale zawsze słyszę, że jeszcze długa droga, zanim odstawią swoje lustrzanki do szuflady i przesiądą się na fotografowanie telefonem. Zainteresowali się ilością gadżetów do smartfonów, szczególnie oglądali mój nowy obiektyw fisheye o kącie widzenia 180 stopni. Mała torebka z obiektywem, statywem, lampą błyskową, pilotem i telefonem w kieszeni — mam nadzieję wkrótce zobaczyć tak moich kolegów.

Michał: Ile czasu zajmuje Ci przygotowanie zdjęcia — od wybrania kadru aż do uzyskania efektu końcowego? Czy edytując zdjęcie wiesz z góry jaki efekt chciałbyś uzyskać czy może po prostu eksperymentujesz?
Krzysztof: Zawsze robię maksymalnie trzy podobne ujęcia. Przyznam, że nie zawsze zdjęcia są obrobione tego samego dnia. Często czekają na odpowiedni moment. Czasami wracam do nich po dłuższym czasie. Wiem jaki ma być finalny efekt zdjęcia, ale czasem udaje się to uzyskać dopiero poprzez eksperymenty. Preferuję, jak nie trudno zauważyć, proste kadry. Jest ich u mnie najwięcej.

Michał: Z jakich aplikacji fotograficznych korzystasz najczęściej?
Krzysztof: Najczęściej używana i najbardziej rozgrzana to Snapseed. Rzadziej, ale zawsze z planem, używam Color splash effect. VSCO Cam bardzo rzadko. Chwalona przez miliony, a mnie podchodzi z bólem.

Michał: Z którego swojego zdjęcia jesteś najbardziej dumny? Opowiedz jak powstało.
Krzysztof: Nie mam jednego, naprawdę. Zdjęcia u mnie powstają w seriach. Od serii z opuszczonych miejsc do serii kuchenek z całej Europy. Zdjęcia ścian zbieram od 2004 roku. Opuszczone jeszcze dłużej. Klatki schodowe — odkąd pamiętam. Taka własna fanaberia. Długo trwa selekcja do danej serii. Moją pierwszą, którą pokazałem, była seria macro ciało i metal: oczy, uszy,usta z kolczykami, aparaty nazębne.

A teraz, jak przystało na konwencję Follow Friday — zestaw linków, pod którymi można znaleźć Krzysztofa. Serdecznie polecamy!

Instagram | Blog

I jeszcze na zakończenie kilka, wybranych przeze mnie, zdjęć Krzysztofa:





————————————————-
Poprzednie odcinki serii Follow Friday:

- #FF: Małgosia Radziszewska

- #FF: Łukasz Gurbiel

- #FF: Joasia Lemańska

- #FF: Paweł Ratajczak

- #FF: Damian Nowosadzki

- #FF: Rafał Piotrzkowski

- #FF: Wojtek Papaj

- #FF: Kamil Kawczyński

- #FF: Mateusz Jaszak

- #FF: Jakub Ziemba

- #FF: Robert Poczekaj

Zostaw komentarz

MENU: