Wojtek Papaj

Follow Friday: Wojciech Papaj

6 grudnia 2013

Twórczość Wojtka Papaja wywołuje emocje i nie można wobec niej przejść obojętnie: albo się ją lubi albo nie. Abstrakcja, dekonstrukcja rzeczywistości, transformacja obrazów i nadawanie nowych znaczeń to proces twórczy, który daleko wykracza poza tradycyjne pojmowanie znaczenia słowa „fotografia”. Ale jeśli spojrzeć na to z innej perspektywy, to wciąż jest malowanie światłem, zdejmowanie wierzchniej powłoki rzeczywistości i pokazywanie jej przez pryzmat wyobrażeń autora. Bardzo cenię Wojtka za tę umiejętność twórczą, za kreowanie, a nie odtwarzanie. Za nieustanne zapraszanie do odkrywania zupełnie nowego świata — świata tajemnic, emocji i podwójnych znaczeń. Z wielką przyjemnością zapraszam Was do lektury wywiadu z Wojtkiem. Przygotujcie sobie herbatę, usiądźcie wygodnie i spędźcie tych kilkanaście minut w głowie jednego z najlepszych abstrakcjonistów (Czy to odpowiednie słowo? — Wojtku, popraw mnie) mobilnych w Polsce.

Michał Koralewski: Przepraszam, ale muszę zapytać – lubisz szpinak? ;)
Wojtek Papaj: Tak jakoś nieprzesadnie… Od czasu do czasu, w ramach „dni kuchni włoskiej” – ale energetycznego kopa szpinak daje tylko członkom rysunkowej linii mojej rodziny ;)

Michał: Teraz tak już bardziej poważnie, Sądecczyzna – region, w którym mieszkasz, pracujesz zawodowo i fotografujesz – to wielokulturowy tygiel, miejsce współistnienia różnych, czasami dość odległych od siebie tożsamości i światopoglądów. Czy ta różnorodność kulturowa ma wpływ na Twoje fotografowanie?
Wojtek: Może nie na pierwszy rzut oka, w warstwie tematycznej – choć i tak łatwo znaleźć wśród moich obrazków tzw. motywy regionalne. Tym niemniej kwestia tożsamości, czy to indywidualnej, czy zbiorowej, jest dla mnie zupełnie fundamentalna jako – za przeproszeniem – narzędzie epistemologiczne, więc pośrednio oddziałuje i na fotografowanie. Tożsamość to z jednej strony coś mocno ugruntowanego w przeszłości, w Tradycji, która stanowi szkielet czy rusztowanie dla nowych konstruktów, z drugiej – czysta dynamika, nieustanne stawanie się. Narzędzia wizualne pozwalają podjąć próbę przyłapania tego fenomenu in statu nascendi, zobaczenia jak teraźniejszość zasnuwa historię, przysłania ją, pozostając jednocześnie całkowicie od niej zależną. Oczywiście te obserwacje dokonują się wyłącznie w naszych umysłach, więc ich zapis – na przykład graficzny – z natury rzeczy ma charakter ściśle subiektywny. Jedynie Tradycja, w tym tradycja kultury, a więc i dorobek sztuk wizualnych, stanowi czynnik obiektywizujący, swoisty wspólny język, dzięki któremu możliwe jest jakiekolwiek porozumienie między naszymi odrębnościami. Poza tym wszystkim różnorodność kulturowa jest w oczywisty sposób fotogeniczna – i w notesie, i w głowie mam zapisany niejeden projekt „zapatrzony” w tę plastyczną atrakcyjność (nade wszystko – od lat odkładana czerwcowa wizyta na pewnym opuszczonym cmentarzu łemkowskim w Beskidzie Niskim, gdy żeliwne i kamienne krzyże toną w kwitnących chabrach…).

Michał: Ze swoich zdjęć tworzysz kreatywne obrazy, w których odzwierciedlenie rzeczywistości zostaje zepchnięte na dalszy plan, ustępując emocjom i subiektywnym wizjom. Jak zdefiniować Twoją fotografię? To bardziej zdjęcia czy obrazy?
Wojtek: Odwieczne pytanie. Wygląda na to, że historia fotografii pokonała już pół wyznaczonego jej okręgu, bo oto na początku sama starała się usilnie naśladować malarstwo (oczywiście zmagając się z niechęcią i pogardą samych malarzy, uznających ją jedynie za narzędzie mechanicznego utrwalania rzeczywistości), dziś zaś – przynajmniej w głównym swym nurcie – z owego bezwzględnego (jakoby) obiektywizmu i zdolności dokumentowania świata uczyniła podstawę własnej tożsamości; wielu fotografów – profesjonalistów i zaawansowanych amatorów – stanowczo odrzuca różne formy edycji czy postprodukcji jako niedopuszczalną ingerencję w naturę zdjęcia. Co do mnie – cóż, na pewno na ogół nie robię zdjęć. Stiegler w swoich „Obrazach fotografii” omawia m.in. metaforę oskórowania; a czyż nasze polskie „zdjęcie” właśnie do czego innego się odnosi? Fotograf przy pomocy aparatu „zdejmuje” naskórek rzeczywistości: jeśli jest „realistą”, pieczołowicie rozpina ową delikatną warstewkę na sztalugach i demonstruje jako prawdziwy wizerunek świata; jeśli – jak ja – jest „nadrealistą” (co może też oznaczać zwykły brak umiejętności lub choćby niecierpliwość) – dłubie dalej, drążąc kolejne warstwy… Czy tak jest lepiej? Śmiem wątpić, ale inaczej, póki co, nie potrafię i nie chcę.

Michał: Szukasz miejsc i obiektów, które nie narzucają swojego odbioru i wydają się pozornie bez znaczenia. A jednak potrafisz w nich odnaleźć znaczenie i emocje, które następnie przetwarzasz według własnych wyobrażeń. Co mówią Twoje obrazy?
Wojtek: A to już zależy od tego, co zechcesz od nich usłyszeć. Zasadniczo jestem zwolennikiem koncepcji „śmierci autora” (stworzonej notabene przez Rolanda Barthesa, tego od „Światła obrazu”) – szczególnie pasuje ona do sytuacji współczesnej fotografii, sytuacji ogromnej (technicznej) łatwości robienia i publikowania zdjęć. Wobec tej nadpodaży paradoksalnie „ginie” autor i jego ewentualne intencje. Trudno byłoby przecież widzowi docierać do autora jako takiego i ustalać każdorazowo jego intencje! Zresztą zabiłoby to frajdę odbiorcy, zabawę w odcyfrowywanie zagadek bazującą na jego zasobach intelektualnych i sprawności interpretatorskiej. Nadawca i odbiorca z założenia stanowią, jak wcześniej powiedziałem, odrębności – kodowanie i dekodowanie odbywa się w dwóch różnych wszechświatach. Portalem łączącym odrębne rzeczywistości może stać się właśnie wspólna tradycja, wspólna kultura – także wizualna. W dzisiejszej praktyce dominuje zresztą paradygmat odbiorcy, czyli w sumie – jeśli Ty TO widzisz, to TO tam jest… Dzielimy się przywilejami (i przyjemnościami): autor tworzy „tekst”, odbiorca tworzy sens ;)

Michał: Richard Koci Hernandez mówił kiedyś o konieczności utrzymania w fotografii odpowiedniego priorytetu: „sztuka ponad efektami”. Twoje prace fotograficzne doskonale wpisują się w tę zasadę, a efekty, choć czasami zaznaczone bardzo mocno, zawsze służą wzmocnieniu przekazu. Nie ma w nich przypadkowości, nawet prace typowo abstrakcyjne sprawiają wrażenie przemyślanych i „ułożonych” zgodnie z zamysłem autora. Jak to robisz? Skąd wiesz kiedy się zatrzymać i nie „przedobrzyć”?
Wojtek: Cóż, mówiąc najprościej, jeśli stosujesz – jak Koci (i ja :) ) – metodę app stacking, to mamy trzy podstawowe zasady. Po pierwsze poznaj swoje narzędzia (dopóki nie poznam możliwości danej aplikacji, jej użycie jest w większym stopniu obarczone ryzykiem przypadkowości efektów, mniejszej przewidywalności i kontroli nad procesem – a nawet w przypadku aplikacji dla których przypadkowość jest zasadą działania – jak np. Decim8 – można przynajmniej z grubsza zaplanować sobie jakiś wynik ich zastosowania). Po drugie twórz wiele wariantów danego obrazu – łatwiej będzie ci zdecydować, który najlepiej wyraża, co ci w duszy gra lub… pracować dalej i tworzyć kolejne wersje (bywa, że od zrobienia zdjęcia wyjściowego do opublikowania ostatecznej wersji mijają tygodnie). W końcu po trzecie rozważnie używaj opcji share, a jeśli nie wierzysz w swoją rozwagę – częściej używaj opcji delete (choć rozwaga jest zdecydowanie lepsza: nieraz wena przychodzi niespodziewanie i jakiś obraz po miesiącach „leżakowania” wraca na warsztat).

Michał: W jaki sposób powstało zdjęcie widoczne poniżej? Jaka historia się za nim kryje?
Wojtek: Świeża sprawa… Sytuacja działała przede wszystkim kumulacją trzech mocnych motywów fotograficznych: nowoczesna architektura (Auditorium Maximum Uniwersytetu Jagiellońskiego) dała scenę i tło – olbrzymia szklana tafla fasady budynku spowodowała efekt sylwetki, a szklane barierki schodów – efekt lustrzanego odbicia; dodatkowo błyszczące marmurowe posadzki odbijały światło z zewnątrz, dzięki czemu w obróbce mogłem uzyskać wrażenie zawieszenia sceny w powietrzu. Wiedziałem, że fotka wejdzie do cyklu „street of mind” obrazującego emocje i nastroje dostrzegalne po prostu na ulicy (stąd do wyrażenia state of mind wrzuciłem street – taka moja wariacja na temat street photography); pierwotnie zamierzałem opublikować wersję czarno-białą, ale uznałem ją za nazbyt bezwzględną, definitywną i puściłem wariant z teksturką, nieco cieplejszy i lepiej uwydatniający detale.

Michał: Czy fotografia mobilna może być pomocna w dydaktyce? Czy można ją wykorzystać twórczo w pracy z dziećmi szkolnymi?
Wojtek: Mam takie głębokie przekonanie – nie mam natomiast sposobności, by je zweryfikować, jako że od kilkunastu już lat nie pracuję niestety z dziećmi, jeno z dorosłymi, w ramach tzw. systemu doskonalenia nauczycieli. A skąd się owo przekonanie bierze? Spróbujmy ad hoc skompletować listę aktywności, jakie dzieci mogą wykonywać fotografując (niektóre z nich będą szczególnie powiązane z mobilnością):
rejestrowanie – dla masowego użytkownika smartfona (także użytkownika dorosłego) fotografia jest raczej funkcją obiektu niż procesu – bardziej interesuje go zapis imprezy, koncertu czy własnego dzióbka niż pogłębiona refleksja i kontrola samej czynności fotografowania; dzieci do tej naturalnej skłonności przeciętnego „smartfonografa” dodają własne predyspozycje: ciekawość świata, chęć rejestrowania otoczenia w różnych formach, myślenie konkretno-obrazowe; wszystko to sprawia, że smartfon z aparatem wydaje się być efektywnym narzędziem dydaktycznym;
dokumentowanie – dzieci są mądre; szybko się uczą i zauważają, gdy ich zabawa staje się miałka – wtedy wprowadzają nowe reguły – np. entuzjastyczne pstrykanie wszystkiego naokoło może zastąpić pstrykanie wedle określonego (przez dziecko, nauczyciela lub program) klucza wspierającego proces dydaktyczny;
przetwarzanie/manipulowanie – dzieci lubią ruch, zmianę, dzianie się, zwłaszcza gdy osobiście w nim uczestniczą – smartfony umożliwiają płynne przejście od rejestracji do przetwarzania (zgodnie z dziecięcym rytmem); dają też różne możliwości manipulacji zebranym materiałem; jedno i drugie podtrzymuje motywację uczniów i rozwija kreatywność;
udostępnianie – czyli po prostu chwalenie się, dodatkowo przygotowywanie prezentacji (w różnych formach) też będzie sprzyjać utrwalaniu wiadomości i umiejętności;
zabawa – tego akurat punktu rozwijać chyba nie trzeba.
Łączenie procesu dydaktycznego z fotograficznym umożliwia integrację różnych treści przedmiotowych, możliwe jest do zastosowania zarówno w formach pozalekcyjnych (w wielu szkołach działają przecież kółka fotograficzne), jak i w tradycyjnym systemie klasowo-lekcyjnym (zwłaszcza dzięki specyfice instant fotografii mobilnej). W dodatku dostępność „fotofonów” będzie stale rosła – a w takich zajęciach niekoniecznie musi chodzić o liczbę i gęstość pikseli czy tym bardziej o „high-endowość” używanych aparatów.

Michał: Z którego swojego zdjęcia jesteś najbardziej dumny?
Wojtek: Hmmm, może to dziwne, ale chyba z czarno-białego, wyraźnie realistycznego cyklu „still life: arts & crafts”. Te zdjęcia (tu chyba można tak powiedzieć) powstały w czasie jarmarku rzemiosł w Starym Sączu i jako takie weszły w skład „notatnika prowincjonalnego”, stanowić mogą zatem zapis pewnych faktów kulturowych (czysta funkcjonalność przedmiotu w tradycji i jego współczesna, rekreacyjno-estetyczna reinterpretacja); formalnie nawiązują do Nowej Rzeczowości (Renger-Patzsch), ale i do prób odpowiedzi Niemcom podejmowanych przez Bułhaka w latach 30. Jednak najważniejsze dla mnie jest – widoczne zwłaszcza w fotografii opatrzonej numerem szóstym, przedstawiającej po prostu kilka tradycyjnych, glinianych naczyń widzianych z góry – owo wspominane już wcześniej stawanie się, uzyskiwanie nowego wyrazu na gruncie wręcz archaicznym; jakby przechodzenie tradycji w abstrakcję.

Michał: Na koniec podziel się z nami swoją listą ulubionych aplikacji, z których korzystasz w swoich fotograficznych pracach.
Wojtek: Wybór nie jest łatwy, bo mam ich ok. 40 (a czymże to wobec zasobów iOS-a?). Ale spróbujmy…
Narzędzia podstawowe (najbardziej uniwersalne, zawierające narzędzia zarówno do podstawowej edycji, jak i do tworzenia bardziej wyrafinowanych efektów, a przy tym znakomite technicznie):
Fhotoroom
Fantasia Painter

Narzędzia do zadań specjalnych:
Pictomaphone (zaawansowana edycja kolorów i kontrastu)
Photo Shader (szczególnie przydatny przy blurowaniu na różne sposoby)

Narzędzia destrukcji (a przynajmniej – dekonstrukcji):
Decim8
SuperPhoto

Narzędzia do łączenia:
MultiExpose
Blend

A teraz, jak przystało na konwencję Follow Friday — zestaw linków, pod którymi można znaleźć Wojtka. Serdecznie polecamy!

Instagram | Flickr | EyeEm | Twitter | AMPt Community

I jeszcze na zakończenie kilka, wybranych przeze mnie, zdjęć-obrazów Wojtka:





Zostaw komentarz

MENU: