Follow Friday: Rafał Piotrzkowski

22 listopada 2013

Rafał Piotrzkowski jest kolejnym członkiem grupy „Mobilni”, którego chciałbym trochę szerzej przedstawić. Miałem okazję chwilę z nim porozmawiać podczas naszego spotkania w Poznaniu (Rafał przyjechał z Gdańska na naszą wystawę zdjęć). Zaskoczyła mnie jego duża wiedza, ciekawe spojrzenie na świat i bardzo spokojna natura, co z resztą widać także w jego pracach fotograficznych. Choć lubi samotnie wyruszać w teren, by w ciszy i spokoju skupić się na fotografowaniu, to mam nadzieję, że zrobi kiedyś wyjątek i pozwoli mi się przyłączyć.
Panie i Panowie, przed Wami Rafał Piotrzkowski.

Michał Koralewski: Podczas naszego spotkania w Poznaniu opowiadałeś z dużą ciekawością o fotografii klasycznej, technikach fotografowania, inspirujących artystach – skąd się bierze Twoja szeroka wiedza na ten temat – z zainteresowania fotografią analogową czy z wykształcenia?
Rafał Piotrzkowski: Nie jestem fotografem z wykształcenia, ale odkąd się nią zainteresowałem chciałem robić to dobrze. Rozpocząłem zatem od poznawania tajników tej sztuki studiując dostępne wtedy książki – tak opowiadające o sprawach technicznych, jak i o sposobach konstruowania obrazu czy stronie artystycznej. Zainteresowałem się też jej historią. Moim zdaniem to bardzo ważny element całej fotograficznej układanki, szczególnie wtedy, kiedy traktuje się to zajęcie poważnie. Niestety, ten aspekt często umyka z pola widzenia wielu fotoamatorom, co mnie odrobinę smuci. Uczęszczałem też do Studium Fotografii Artystycznej w Gdańsku prowadzonej przez Stefana Figlarowicza, niegdyś prezesa ZPAF (nie ukończyłem go jednak). Sporą dawkę wiedzy otrzymałem podczas cyklicznych warsztatów i plenerów organizowanych w Czechach przez Tadeusza Piotra Prociaka (z którym to obecnie się kolegujemy). Szczególnie na pierwszych z nich, odbywających się w Zaclerzu w 2008 roku. To było dla mnie przełomowe wydarzenie.

R.Piotrzkowski 2012-06-08 22-39-37

Michał: Jesteś wszechstronnym fotografem i trudno Cię jednoznacznie zaklasyfikować. Fotografujesz smartfonem, lustrzanką cyfrową, ale nie obca Ci jest fotografia analogowa, aparaty jednorazowe i eksperymenty z mokrym kolodionem. Podobnie z tematyką zdjęć – dobrze się czujesz zarówno w fotografii ulicznej, jak i krajobrazowej. Masz także na swoim koncie całkiem udane akty. Czy jest jakiś obszar fotografii, który wyjątkowo Cię pociąga i wiążesz z nim największe plany?  
Rafał: Nie lubię zamykać się w jednym pudełku i dlatego co jakiś czas próbuję nowych rzeczy. I tak w odniesieniu do stosowanych technik jak i tematów. Przypuszczam, że z tego powodu nigdy nie osiągnę bardzo wysokiego poziomu w jakimkolwiek, ale z założenia fotografii nie robię dla sławy i zaszczytów.  Obecnie nie mam jakichś specjalnych długofalowych planów (co zawsze może się zmienić), mam jednak kilka pomysłów nad którymi chciałbym popracować. Jednym z nich jest uwiecznienie Gdańska przy pomocy aparatu otworkowego na błony 4×5 cala (pomysł niezbyt oryginalny, ale chodzi mi po głowie od dłuższego czasu). Innym pomysłem jest wspomniany przez Ciebie akt. Przy okazji dziękuję za uznanie, szczególnie, że w tej dziedzinie moje doświadczenie jest bliskie zeru. Osobiście zdjęcia, które zrobiłem i nie tak dawno publikowałem, uznaję za szkice, a nie prace skończone. Chciałbym nad nimi jeszcze popracować oraz spróbować fotografii aktu przy pomocy telefonu komórkowego. Widziałem wiele świetnych i inspirujących prac w tej technice. Poza tym, jako długoletni miłośnik fotografii dokumentalnej i ulicznej, zamierzam dalej szukać ciekawych kadrów i interesujących historii wszędzie tam, gdzie jest to możliwe. Zapewne z telefonem w dłoni, dzięki któremu łatwiej się „schować”.
Muszę też sprostować kwestię eksperymentów z mokrym kolodionem. Tego jeszcze nie próbowałem. Od dwóch lata planuję pojechać na warsztaty do mojego kolegi Tomka Mielecha, ale z powodu znacznej odległości do pokonania i ograniczonego wymiaru urlopu ciągle to przekładam.

R.Piotrzkowski 2013-06-06 DSC42871

Michał: Powiedziałeś kiedyś „Narzędzie jest tylko narzędziem, ważne jest to co na końcu. Jednak trzeba wybrać właściwe narzędzie by uzyskać zamierzony efekt. Nawet szwajcarskim scyzorykiem nie zetniesz baobabu, a i lwa pokonać trudno.” No właśnie, czy smartfon jest narzędziem wszechstronnym i nadaje się do ścięcia baobabu? A może widzisz ograniczenia, które sprawiają, że rezygnujesz z aparatu w komórce na rzecz profesjonalnej lustrzanki?
Rafał: Bardzo mnie zaskoczyłeś tym cytatem. Już nie pamiętałem tych słów. Napisałem je ponad rok temu na blogu kolegi, co zresztą sam mi pokazałeś. Tak czy inaczej mój pogląd na tę kwestię nie zmienił się. Najważniejsza jest fotografia, ostateczny wynik procesu jej tworzenia. Nawet jednorazowym aparatem można zrobić dobre zdjęcie, o ile zna się jego ograniczenia i potrafi wykorzystać zalety. Z drugiej strony nie każdy sprzęt sprawdzi się w każdym rodzaju fotografii. To chyba oczywiste. Nie chcę się za wdawać w szczegóły, bo to temat na dłuższy referat, a nie krótki wywiad. Zresztą wolałbym tego typu dywagacje zostawić mądrzejszym głowom. Co do fotografowania smartfonem to bardzo to lubię. Specyfika pracy przy jego pomocy oraz efekty jakie można w ten sposób uzyskać spowodowały, że od dłuższego czasu to moje główne narzędzie do rejestracji świata. Szczególnie, że bardzo lubię fotografować spontanicznie – w leśnych ostępach, w miejskiej dżungli, czy w środowisku, w którym przebywam na co dzień. Zdarza mi się to nawet na wojażach (jak np. podczas tegorocznych wypadów do Berlina, Paryża czy na Słowację). Jednak kiedy zależy mi na fotografiach o bardzo dobrej jakości, dużej rozpiętości tonalnej, większej ilości szczegółów, posiadania większej kontroli nad efektem końcowym czy też kiedy wyjeżdżam gdzieś bardzo daleko, to jednak cyfrowa lustrzanka wygrywa. Mimo wszystko fotografując komórką nie zawsze można być pewnym ostatecznego efektu, a możliwości postprodukcji nie są tak duże w porównaniu do tego, co oferuje praca z plikami RAW. Nie powiem, będę zadowolony kiedy ten stan się zmieni.

R.Piotrzkowski 2012-06-04 11-42-06

Michał: Jesteś minimalistą. Na Twoich zdjęciach jest dużo przestrzeni, przez co pokazywane przez Ciebie krajobrazy wydają się niezwykle lekkie, eteryczne. Żeby je dobrze odebrać trzeba się zatrzymać, wewnętrznie wyciszyć, wstrzymać oddech, aby nie rozerwać tej delikatnie tkanej atmosfery spokoju i pewnej melancholii. Jak znajdujesz inspirację do takich zdjęć? Czy potrzebny jest odpowiedni stan ducha czy to po prostu efekt dobrej postprodukcji?
Rafał: Przypuszczam, że jest to wynikiem mojej osobowości. Żyję już kilka dekad i w ciągu tego czasu ukształtowała się tak a nie inaczej. Generalnie lubię dużo wolnej przestrzeni, ciszę i spokój, dla równowagi przeplatanych ściegami chaosu i szaleństwa. I fotografuję według tego klucza, bo takie obrazy mi się podobają, takie podpowiada mi moja wrażliwość. Postprodukcja to rzecz nieunikniona, ale zawsze staram się robić zdjęcia w ten sposób, by później nie tracić czasu na zbyt długotrwałą obróbkę (co łatwiej uzyskać w przypadku fotografowania telefonem, zdjęcia z lustrzanki dopieszczam niestety długo). Dlatego też kiedy ruszam w teren z myślą o fotografowaniu, lubię robić to w samotności. Dzięki temu mogę się skupić na zadaniu. Przy okazji uwaga – jeśli zdjęcie jest fatalne, to i najbardziej wymyślna postprodukcja nie pomoże. Co najwyżej je przypudruje, przez co będzie wydawało się ciekawsze niż jest w rzeczywistości.

R.Piotrzkowski Patrząc w przestrzeń

Michał: Znalazłem w Sieci bardzo ciekawe Twoje zdjęcie (światła wieży Eiffla – zdjęcie poniżej). Czy możesz opowiedzieć jak ono powstało?
Rafał: Jasne. Może zacznę od idei. Jak chyba wszyscy wiemy Wieża Eiffle’a to mocno eksploatowany temat. Aby zrobić jej ciekawy portret, taki, który byłby choć próbą uchwycenia jej w nowej formie, trzeba najpierw popracować trochę głową. I takie zdjęcie chciałem wykonać. Było akurat ciemno, Wieża jak i jej okolice skrzyły się ogromną ilością fotogenicznych punktów świetlnych. Wręcz prosiły o to by je wykorzystać. Postawiłem na inscenizację aparatem. Nastawiłem go tak, by skorzystać z odpowiednio długiego czasu naświetlania i zrobiłem kilka próbnych zdjęć. Popatrzyłem na nie, popatrzyłem na scenę przede mną i już wiedziałem co zrobić. To co widziałem skojarzyło mi się z mroczną wieżą Minas Morgul, broniącej dostępu do Mordoru, z której wychodzi horda dzikich orków z pochodniami na podbój Śródziemia. I taki obraz chciałem uchwycić. Panoramując w pionie naświetliłem kilka „klatek” w taki sposób by uzyskać obraz idealny. I myślę, że mi się udało. Szczęśliwie nie miałem przy sobie statywu, bo możliwe, że wtedy zrobiłbym banalne zdjęcie świetlnych smug tworzonych przez pędzące pod wieżą samochody. Ograniczenia wyzwalają kreatywność!

R.Piotrzkowski 20101202 18-51-16 00053

Michał: Z którego swojego zdjęcia jesteś najbardziej dumny?
Rafał: Trudno powiedzieć jednoznacznie, mam kilka całkiem nie najgorszych, ale to, które widać poniżej, jest jednym z moich ulubionych. Dlatego, że jego treść jest… widmowa, w pewnym sensie nieprawdziwa i zaskakująca. Zdjęcie to zostało zresztą wyróżnione wywieszeniem na pokonkursowej wystawie pierwszej edycji konkursu „Album dla Gdańska” w 2009 roku. Przedstawia gdańską ulicę, której… nie ma. Na początku wiele osób tego nie zauważa. Głowiąc się co to za ulica dopiero po jakimś czasie reflektuje się, że samochody nie mają kierowców oraz, że widoczny w prawym górnym rogu napis „zniżka” jakoś do całości nie pasuje, jest w dziwnym miejscu. Pamiętam, że nawet osoba zarządzająca pokonkursową wystawą pytała mnie jak to zdjęcie zrobiłem i jakie miejsce przedstawia. Zdjęcie wykorzystuje złudzenie optyczne powstające podczas fotografowania szerokokątnym obiektywem, którym objąłem realnie istniejący skrawek rzeczywistości. Nie napiszę co to jest. Myślę, że każdy to zauważy. Dla znających Gdańsk dodam, że zrobiłem je w okolicach hali Olivia. Przyznam, że podczas obróbki specjalnie użyłem zwiększonego kontrastu lokalnego by wzmocnić przekaz.

R.Piotrzkowski 2009-05-24 10-58-29

Michał: Czy masz jakieś marzenie związane z fotografią mobilną? Czy jest jakieś miasto, które chciałbyś sfotografować lub fotograf, którego chciałbyś spotkać?
Rafał: Trochę ze wstydem muszę przyznać, że w fotografii mobilnej i sylwetkach jej twórców nie jestem tak biegły jak w odniesieniu do autorów pracujących „dużym” sprzętem. W dużej mierze dlatego, że dostępność ich prac jest praktycznie ograniczona do Sieci, a nie przepadam za intensywnym przeglądaniem internetowych galerii. Przyznam, że właśnie dzięki powstaniu grupy „Mobilni” i zaproszeniu mnie do jej szeregów zaczynam eksplorować ten teren. Z pewnością jednym z moich marzeń w zakresie fotografowania – i to niezależnie od używanego sprzętu – jest fotografowanie w Nowym Jorku. Stamtąd wywodzi się wielu klasyków fotografii ulicznej i chciałbym poczuć czy Wielkie Jabłko podziała inspirująco i na mnie. Gdybym na swej drodze spotkał jeszcze Joela Meyerowitza byłbym bardzo szczęśliwy.

Michał: Na koniec podziel się z nami swoją listą ulubionych aplikacji, z których korzystasz w swoich fotograficznych pracach.
Rafał: Jak już wspomniałeś wcześniej – jestem zwolennikiem minimalizmu. Również w kwestii fotografowania i obróbki zdjęć na sprzęcie mobilnym. Do rejestracji obrazu najczęściej używam natywnej aplikacji wbudowanej w system używanego przeze mnie telefonu. Jest zawsze dostępna, bez potrzeby jego odblokowywania. Kiedy mam więcej czasu, fotografuję przy użyciu statywu (np. „gorylka”) lub warunki oświetleniowe są trudne to używam Camera+. Lubię też program Hipstamatic. Zdefiniowałem w nim kilka ulubionych kombinacji filtrów, które pozwalają na uzyskanie wystarczająco zadowalających efektów w sytuacjach kiedy wiem, że nie będę miał czasu lub ochoty na późniejszą edycję tak zrobionych zdjęć lub kiedy chcę utrzymać je w podobnym stylu. Do obróbki zdjęć wykorzystuję głownie Snapseed, VSCOcam lub program Hipstamatic Oggl. Co prawda mam w telefonie zainstalowanych jeszcze kilka innych programów, w tym bardziej specjalistycznych, ale używam ich tak rzadko, że kiedy robię przegląd co tam w krzemowych bebechach smartfona piszczy to palce mnie bardzo świerzbią by je usunąć. Jeśli kiedyś zacznie brakować mi w telefonie miejsca to z pewnością to zrobię.

A teraz, jak przystało na konwencję Follow Friday — zestaw linków, pod którymi można znaleźć Rafała. Serdecznie polecamy!

Strona internetowa  | Blog | Instagram | Facebook | Twitter | Google+

 

I jeszcze na zakończenie kilka, wybranych przeze mnie, zdjęć Rafała:





komentarze 2

  1. papaj napisał(a):

    świetna rozmowa – oto fotograf, chapeau bas!

Zostaw komentarz

MENU: