Dreaming of distant lands, fot. Michał koralewski

Co i jak — rozważania o mobilnych zdjęciach. Część I — „Morze nasze, morze…”

7 listopada 2013

Autor: Wojtek Papaj

Za co lubimy fotografię mobilną?

Po prostu za to, że jest: nieogarniona przestrzeń wizualnej twórczości w zasięgu ręki – w kieszeni lub w damskiej torebce. Zawsze. Nie obawiajcie się, nie powołam się tu na słynne słowa Chase’a Jarvisa o tym, że najlepszy aparat to ten, który akurat mamy przy sobie :) Co w żaden sposób zresztą nie zmieni faktu, że istotnie tak jest: smartfon towarzyszy nam wszędzie, a więc w każdej sytuacji gotowi jesteśmy do robienia zdjęć.

Co ciekawe, można powiedzieć, że w fotografii mobilnej ilość przechodzi w jakość. Wraz ze wzrostem liczby obrazów umieszczanych w serwisach społecznościowych (Flickr, Instagram, EyeEm i in.) obserwujemy też coraz więcej przykładów dobrej, świadomej siebie (to znaczy świadomej swych celów, środków, ograniczeń) fotografii. Rozwój tej gałęzi twórczości przyciąga doświadczonych fotografów, a i amatorzy rozpoczynający swoją przygodę stale podnoszą umiejętności.

Przyjrzawszy się bliżej tej wizualnej lawinie, szybko dostrzeżemy motywy stale obecne w sztukach plastycznych od wieków. W tym względzie rewolucja technologiczna nie może wiele zmienić – to raczej przewroty społeczne, obyczajowe nakazywały twórcom sięgać po nowe tematy. W ostatnich czasach niewiele już chyba zostało do zrewolucjonizowania, toteż i nowych tematów w sztuce nie ma ani na lekarstwo.

Zmienia się natomiast sposób postrzegania i wyrażania tradycyjnych motywów. Rozwój edukacji, wzrost – mimo wszystko – przeciętnego poziomu wrażliwości, ale także obecność nowych narzędzi (np. aplikacji mobilnych), sprawiają że chętniej i na większą skalę dorzucamy swoje kamyczki do ogródka Tradycji, proponując własny punkt widzenia na to, co dobrze wszystkim znane.

W tym cyklu zaproponujemy Wam refleksję nad tym, CO fotografia mobilna stara się przekazać oraz nad tym, JAK się do tego dzieła zabiera. W pierwszym podejściu – w ramach powakacyjnych (ach, kiedy to było!) remanentów – przyjrzymy się możliwościom (kompozycyjnym, kolorystycznym itp.) realizacji jednego z najdawniejszych motywów kultury europejskiej…

Morze – w końcu założyciele naszej cywilizacji, Grecy, byli zawołanymi żeglarzami – od zawsze porywa wyobraźnię człowieka. Dlatego zaczniemy od zdjęcia będącego absolutnym klasykiem…

Dreaming of distant lands, fot. Michał koralewski

Dreaming of distant lands, fot. Michał koralewski

Czarno-biały obraz Michała Koralewskiego skomponowany jest bardzo wyraziście: trzy równoległe pasy – ląd, morze i dominujący obszar nieba – wypełniają kwadratowy kadr, dając poczucie symetrii i harmonii; centralna kompozycja (główni bohaterowie opowieści, chłopiec i statek, są umieszczeni niemal równo w połowie szerokości kadru) to poczucie jeszcze umacnia, a jednocześnie koncentruje naszą uwagę na chłopcu wpatrzonym w morską dal. W tej sytuacji tytuł zdjęcia (Dreaming of distant lands) w zasadzie „przychodzi na gotowe” ;)

Elementem, który wytrąca z równowagi i kadr, i odbiorcę i sposób percepcji obrazu, są przepływające po niebie chmury. Nieregularne, kontrastowe plamy burzą optyczną symetrię i wzmacniają perspektywę, co wpływa również na nasz odbiór całości: chwieje się harmonia, marzenia uzyskują głębię, a więc i – niejednoznaczność. Nie od rzeczy będzie tu przypomnieć symboliczne i alegoryczne sensy przynoszone przez chmury (nietrwałość, przemijanie, czas, niepewność…)

Równie klasyczne rozwiązanie przynosi zdjęcie Marcina Sowy. Kadr – również kwadratowy – zakomponowany wedle reguły trójpodziału, niemal w całości wypełniony świetlistą mgłą; na pierwszym planie widzimy jedynie neutralną szarość plaży, gdzieś w głębi – morze lub raczej tylko jego sugestia. W jednym z mocnych punktów kadru z mgły wyłaniają się dwie małe postacie…

marcin sowa

Gdybyśmy koniecznie chcieli używać klasyfikujących etykietek – to i tak mielibyśmy problem: czy Marcinowi patronował romantyzm C. D. Friedricha, czy może raczej impresjonistyczna intuicja W. Turnera? Tak czy owak pozostajemy pod mocnym wrażeniem tego obrazu.

Bardziej „współczesne” ujęcie tematu przynoszą kadry Tomasza Olszewskiego (@tom3cki). Morze nie jest już mitem, ale elementem dnia powszedniego, a nawet częścią infrastruktury przemysłu turystycznego – jak na zdjęciu zatytułowanym „Mobilne zaopatrzenie na plaży”. Sylwetka plażowego handlarza, choć tak nieromantyczna, przecież przyciąga wzrok dzięki swej malowniczości; ale także dzięki ciekawej kompozycji opartej na nieszablonowym, ukośnym punkcie widzenia (jakby unoszącego leniwie głowę plażowicza?) oraz wskutek „uruchomienia” naturalnie obecnych w otoczeniu linii zbiegających się gdzieś poza kadrem. Obrazu dopełnia niebieskawa kolorystyka i mocne winietowanie.

Mobilne zaopatrzenie na plaży, fot. tom3cki

Mobilne zaopatrzenie na plaży, fot. tom3cki

Drugi obraz, „Poszukiwacze zaginionego lata”, reprezentuje wręcz medytacyjne ujęcie tematu: idealna symetria nieba, wody i lądu, zbalansowana kompozycja równoważąca dwie sylwetki ludzkie w jednym mocnym punkcie obrazu dwoma statkami w drugim oraz tonująca kolorystyka sprowadzają nastrój łagodnej melancholii.

poszukiwacze zaginionego lata_tom3cki

Zupełnie odmienna atmosfera panuje na zdjęciu Przemka Falla (@myby_one): dynamika i napięcie generowane są zarówno bezpośrednio przez uchwycone w ruchu sylwetki ludzkie, jak i przez tłuste kontrasty tego czarno-białego obrazu. Najmocniej jednak działa tutaj szczególna głębia perspektywy budowana przez nastrojowe chmury błyskotliwie „podwojone” dzięki odbiciu w mokrym piasku.

tramore_przemek-fall

Dzięki takiemu ujęciu, mimo że samo morze widzimy jako ledwie zaznaczonym pasek w środku kadru, to właśnie ono tworzy cały obraz – zabawy z falami, spotkania na plaży i optyczne złudzenia.

Podsumowując, warto chyba zwrócić uwagę na fakt, że wszystkie omawiane dziś zdjęcia mają format kwadratu – za „analogowych” czasów zastrzeżony właściwie dla nielicznych, dziś niezwykle popularny właśnie za sprawą fotografii mobilnej i niektórych popularnych aplikacji.

Zostaw komentarz

MENU: