Richard Koci Hernandez

Święty Graal fotografii cyfrowej – rozmowa z Richardem „Koci” Hernandezem

23 lipca 2013

Richard „Koci” Hernandez jest znakomitym i niezwykle popularnym na świecie fotografem mobilnym. Dzięki swojej pasji, zamiłowaniu do eksperymentów i własnemu, specyficznemu warsztatowi, jest czołowym przedstawicielem tego kierunku fotografii. Ale jego dorobek to nie tylko tysiące zdjęć zrobionych smartfonem i opublikowanych w serwisie Instagram.  Jest także producentem filmów i multimediów, za które zdobył nagrodę Emmy, a także znakomitym fotoreporterem z ponad 15 letnim stażem, który dwukrotnie był już nominowany do nagrody Pulitzera.  „Koci” zgodził się odpowiedzieć na pytania naszej grupy Mobilni, podzielić się swoją wiedzą, doświadczeniem i opowiedzieć o swoim warsztacie fotograficznym. Rozmowę z nim przeprowadził Wojtek Papaj. Wojtku, dziękujemy!

Wojtek Papaj: Całe Twoje życie zawodowe jesteś związany z fotografią i multimediami. W jakich okolicznościach podjąłeś decyzję o zaangażowaniu się w ruch fotografii mobilnej?
Richard Koci Hernandez: Wydaje mi się, że to była dosyć naturalna ścieżka rozwoju: od tradycyjnego, drogiego sprzętu profesjonalnego, którego używałem przez 20 lat, do aparatów dających zdjęcia słabszej jakości – po prostu zawsze interesował mnie alternatywny sprzęt fotograficzny. W ciągu całej mojej kariery zawodowego fotografa lubiłem bawić się tanimi plastikowymi kamerkami analogowymi (z nurtu LOMO), polaroidowymi technikami transferowymi i innymi alternatywnymi procesami obróbki właściwymi dla fotografii analogowej. Tak więc byłem przygotowany na pojawienie się – na przełomie 2007 i 2008 roku – tego, co sam nazywam „św. Graalem fotografii cyfrowej”, czyli pierwszego iPhone’a, oraz na fotograficzną zabawę z tym urządzeniem. Późniejszy wysyp aplikacji dedykowanych sprzętowi Apple’a oraz stopniowa poprawa jakości optyki iPhone’ów przekonały mnie, że to mogą być przydatne narzędzia dla poważnego fotoreportażu czy eksperymentów z fotografią.

Wojtek Papaj: Czy uważasz, że mobilny sprzęt fotograficzny (aparaty w smartfonach) albo choćby kwadratowy format zdjęć preferowany w niektórych aplikacjach ograniczają twoją kreatywność, Ciebie jako twórcę – w porównaniu z lustrzankami cyfrowymi?
Richard Koci Hernandez: Tak i nie. Oczywiście posługując się drogim aparatem, darowujesz sobie „odrobinę luksusu” i korzystasz z funkcji, które zapewne czynią życie fotografa łatwiejszym – myślę o takich rzeczach jak naprawdę szybkie tryby fotografowania czy wymienne szkła – o rzeczach, które właściwe są wyłącznie dla droższych aparatów i nie kojarzą się z fotografią mobilną. Z drugiej strony  dostrzegam wielkie wyzwanie – tak warsztatowe, jak i twórcze – w sytuacji działania pod pewną presją związaną z ograniczeniami smartfona. Jednocześnie zawsze byłem miłośnikiem formatu kwadratowego – miałem różne tanie kamerki jak Holga, ale i zdecydowanie bardziej profesjonalne – jak Hasselblad.
Na przykład brak możliwego do przyjęcia zoomu w smartfonach niewątpliwie zmusił mnie do zmiany mojego sposobu fotografowania; zmusił, bym fizycznie zbliżył się do wybranego obiektu, co w wielu przypadkach uczyniło moje zdjęcia lepszymi. Tym niemniej możliwości użycia sprzętu takiego jak iPhone do fotografowania na przykład wielkich imprez sportowych wydają się raczej ograniczone, nieprawdaż? Tak, rzeczywiście: wydają się. Bo oto przychodzi fotograf – powiedzmy, Dan Chung – który konstruuje pomysłowy adapter pozwalający połączyć iPhone’a z lornetką i wykonuje smartfonem niezwykłe zdjęcia podczas ostatnich igrzysk olimpijskich w Londynie

Wojtek Papaj: W jakiej mierze doświadczenie w pracy fotoreportera wpłynęło na Twój sposób uprawiania fotografii?
Richard Koci Hernandez: To właśnie to doświadczenie uczyniło mnie – w sensie fotograficznym – tym, kim dzisiaj jestem. Na swój użytek lubię nazywać fotoreportaż sportem (lub zawodem) kontaktowym. To znaczy, że fotograf mocno angażuje się w relacje z bohaterami zdjęć, działa na wysokim poziomie emocji. Musisz wchodzić w interakcje z ludźmi i “czynić sprawiedliwość” , starając się uchwycić tak wiele prawdy o ich życiu, ich historii, jak to tylko możliwe. To wymaga pokory i wiele uczy o ludzkiej kondycji. Jednocześnie „Świętym Graalem” fotoreportażu jest zdolność uchwycenia tej historii w pojedynczej chwili. Poszukiwanie „decydującego momentu”, który optymalnie ukaże historię w pojedynczym obrazie jest wymagającą i ciężką pracą, ale też stanowi o pięknie sztuki fotografii. Ta praca utrzymuje mnie w czujności i nauczyła mnie, by mieć zawsze szeroko otwarte oczy, a palec – blisko spustu migawki;  trzeba być zawsze gotowym i spodziewać się cienia prawdy za każdym rogiem.

Wojtek Papaj: A na odwrót, czy fotografia mobilna może zaszkodzić zawodowym fotografom (choćby biorąc pod uwagę niedawne wydarzenia w redakcji “Chicago Sun”)?
Richard Koci Hernandez: Sądzę, że raczej nie. Aparat fotograficzny jest tylko tym i niczym więcej – aparatem. Nie ma znaczenia, czy to drewniany aparat otworkowy, czy nafaszerowany elektroniką smartfon – to tylko instrument, fotograficzne narzędzie, byś mógł wykonać swoją robotę. To tak jakby cały cech certyfikowanych hydraulików obwiniał jakiś rodzaj klucza o zastój w interesach… Ogólny trend powodujący demokratyzację fotografii nie ma wiele wspólnego z konkretnym urządzeniem, czy byłby to iPhone, czy też „android” – raczej ze społecznymi i kulturowymi poglądami oraz akceptacją fotografowania jako sztuki, zawodu i rentownego modelu biznesowego. Ci którzy oskarżają smartfony o upadek fotografii, nie patrzą na sprawę globalnie.

Wojtek Papaj: Fotografia uliczna zajmuje ważne miejsce w Twoim portfolio. Czego dowiadujemy się o człowieku i jego kondycji, o społeczeństwie, które tworzymy, dzięki tej właśnie odmianie fotografii?
Richard Koci Hernandez: Fotografia uliczna pociąga mnie ze względu na swoją zdolność przekraczania czasu. Można to powiedzieć o fotografowaniu w ogóle, jednak fotografia uliczna sama w sobie jest cudowną kulturową kapsułą czasu. Szczególnie lubię ją za to, że jej niezwykłość nie musi zostać doceniona już teraz, natychmiast; jej istotnym celem jest bowiem refleksja nad czasem minionym dokonywana z perspektywy wielu lat – patrząc na stare zdjęcie, możemy zastanowić się, czym byliśmy – jako społeczeństwo i jako ludzkość. Fotografię uliczną uważam za najlepsze archiwum przeszłości. A z przeszłością już tak jest, że nie możemy przeżyć jej ponownie, ale za to sporo możemy się dzięki niej nauczyć. Lubię porównywać do ukrytych w ziemi szkieletów dinozaurów: to artefakty, które przyszłe pokolenia będą musiały odkryć i spróbować nadać im znaczenie. Czasem będą to banały, lecz czasem – rzeczy ogromnie ważne. Jak widać, lubię rozważać nad potęgą czasu w fotografii; sądzę, że czas oszczędza to, co wymagało czasu, a fotografię uliczną tak właśnie postrzegam…

Wojtek Papaj: Czy mógłbyś powiedzieć parę słów o blaskach i cieniach Twojej pracy? A może zechciałbyś udzielić kilku rad, podpowiedzi?
Richard Koci Hernandez: To trudna sprawa – gdy jest się tak mocno w coś zaangażowanym, nie zauważa się słabych stron. Nie sądzę, by istniał jakiś archetyp fotografa ulicznego; jest tu wiele różnych podejść i stylów a wszystkie równie wartościowe. Niektórzy (w tym i ja sam) dbają, by pozostawać niezauważonymi, a w tym samym czasie inni fotografowie realizują swoją pasję poprzez interakcje i kontakt z ludźmi na ulicy. Adeptom fotografii ulicznej chciałbym powiedzieć: „Po prostu kup parę dobrych butów i idź zdobywać ulice!” Ucz się od wielkich fotografów, którzy działali przed nami, ale rób, co w twojej mocy, by znaleźć własny styl! Twoje podejście, które najbardziej odpowiada twojemu przesłaniu, misji i osobowości jako fotografa. I nie bój się słowa „nie”. Na początku największą obawę wśród większości ulicznych fotografów budzi perspektywa niezgody przechodniów na zrobienie zdjęcia, jeśli nie będą chować aparatu lub zdemaskowania, gdy spróbują fotografować z ukrycia.
Jedną rzecz wiem na pewno: ktoś zawsze cię zauważy i ktoś zawsze powie „nie”; to po prostu część tej pracy i trzeba się do tego przyzwyczaić. Nie bój się, odnoś się do ludzi, których fotografujesz ze szczególną pokorą i szacunkiem – no i baw się dobrze!

Wojtek Papaj: Twoje zdjęcia mają bardzo charakterystyczny styl – jak on powstawał, skąd się wziął?
Richard Koci Hernandez: Z wielu lat doświadczeń i eksperymentów oraz z braku lęku czy oporów przed próbowaniem nowych rzeczy. Mam świadomość, że to brzmi banalnie i zwyczajnie, ale naprawdę w to wierzę. Styl to coś, co odzwierciedla twoją pasję i osobowość – jestem przekonany, że każdy człowiek stale poszukuje własnego „ja”, prawdziwej tożsamości, misji i pasji, toteż w ciągu życia nasz styl może się zmieniać. I tak jest OK, takie jest życie. Jednak moim zdaniem przychodzi kiedyś taki moment – a może nadejść w dowolnym wieku – gdy w końcu czujesz się dobrze we własnej skórze i ze swoją osobowością; ten moment sprawia, że twój styl się ujawnia i utrwala. Znam swój obecny styl i mogę zachować charakterystyczne dla niego formy czy struktury w obecnym kształcie, ale mogę też wziąć młot, rozbić formę i zacząć od nowa. Któż to wie?

Wojtek Papaj: Czy mógłbyś zdradzić kilka sekretów swojego warsztatu postprodukcji?
Richard Koci Hernandez: Pewnie nie mam żadnych – w przeciwnym wypadku wolałbym nie odpowiadać na to pytanie. Swój cykl pracy określam jako nakładanie aplikacji (App Stacking). To oznacza, że obraz – zanim będzie ostatecznie gotów do pokazania – jest przetwarzany z użyciem wielu aplikacji mobilnych. Tak więc mogę zrobić oryginalne, podstawowe zdjęcie z użyciem dedykowanych aplikacji w rodzaju Hipstamatic, następnie, po zapisaniu w pamięci urządzenia, otwieram je na przykład w Wood Camera, ustawiam obramowanie i ton, jaki mi odpowiada i zapisuję ponownie. Przetworzony obraz otwieram znów, np.używając Snapseed, modyfikuję obramowanie lub dodaję ramki, trochę ziarna, po czym przerzucam się do kolejnej aplikacji, jak Mextures czy Afterlight. Tutaj dodaję rysy i zadrapania, już to rozjaśniające, już to dające efekt zabrudzenia czy efekt „grunge”. Zdarza się, że powtarzam ten proces kilkakrotnie, zanim rzeczywiście udostępnię obraz w serwisach społecznościowych. Choć czasem też używam tylko jednej aplikacji.

Wojtek Papaj: Czy to prawda, że niektóre zdjęcia zarysowujesz nożem?
Richard Koci Hernandez: Rzeczywiście tak jest. Często byłem rozczarowany sztampowymi filtrami dostępnymi w różnych aplikacjach, więc pokusiłem się o opracowanie swojego własnego, unikalnego sposobu przetwarzania obrazu. Ponieważ optymalną dla mnie estetyką, którą chciałbym przekazać cyfrowo jest estetyka obrazu tradycyjnego, analogowego (cóż za ironia!), stwierdziłem że czasem najlepszym sposobem, by to osiągnąć, jest obróbka analogowa. Często postępuję w ten właśnie sposób, że zdjęcie wykonane iPhone’m drukuję na tradycyjnym, atramentowym sprzęcie, później zaś powierzchnię wydruku zarysowuję – czasem nożem lub widelcem, a czasem piórem czy ołówkiem. Efekt tych działań ponownie fotografuję iPhone’m i nowo powstały obraz cyfrowy umieszczam w Sieci. Nazywam ten proces „tam i z powrotem” (oryg. round trip) – od „cyfry” do „analogu” i znów do postaci cyfrowej. Wciąż eksperymentuję i ulepszam ten proces.

Wojtek Papaj: Co cię inspiruje? Inni fotografowie? Literatura lub sztuka?
Richard Koci Hernandez: Jestem głęboko przekonany, że źródeł inspiracji artysty należy szukać tam, gdzie znajdują się korzenie jego osobistego stylu. Myślę więc, że moja osobista lista inspiracji pozwoli Wam trochę lepiej zrozumieć mój fotograficzny styl. Jestem wielkim fanem realizmu magicznego – moi ulubieni pisarze to Gabriel Garcia Marquez i Haruki Murakami; w kinie uwielbiam postapokaliptyczne science fiction, jestem pod wielkim wpływem „Łowcy androidów” Ridleya Scotta, kina „noir” oraz starych spaghetti westernów. Jeśli chodzi o fotografię, to wpływ na mnie wywarło wielu twórców – właściwie lubię wszystko, co dotyczy fotografii, ale moi absolutni faworyci to Roy DeCarava, Elliot Erwitt, Leonard Freed, Helen Levitt, Vivian Maier, William Klein i Saul Leiter, by wymienić tylko niewielu.

Wojtek Papaj: Jaka jest relacja pomiędzy obrazem i słowem w Twoich zdjęciach? Ilustracja? Podpis? Równowaga?
Richard Koci Hernandez: Sądzę, że ma to wiele wspólnego z moimi fotoreporterskimi początkami. Fotoreportaż opiera się na równowadze obrazu i słowa. Każdy fotoreportaż dostarcza niezbędnego kontekstu i informacji poprzez właściwe podpisy. I choć doceniam mariaż obrazu i słowa, wierzę także w potęgę czystej fotografii, nie opatrzonej jakimkolwiek podpisem i przez to przenoszącej widza na kolejny poziom Tajemnicy. Czasem jakaś fraza, cytat czy fragment tekstu zainspirują mnie do stworzenia konkretnego zdjęcia – wtedy publikuję cytat i obraz jako parę. Czasem zaś to na odwrót – obraz przywodzi na myśl określoną frazę lub cytat.

Wojtek Papaj: Swój proces twórczy opisujesz w trzech słowach: odkrycie – współpraca – dzielenie się. Czy mógłbyś rozwinąć tę triadę?
Richard Koci Hernandez: Jestem przekonany, że te trzy rzeczy określają moje podejście do nowoczesnej fotografii i stanowią nierozdzielną całość – prawie jak Trójca Święta. Według mnie fotografia bazuje na doświadczaniu – to sprawia, że codziennie wracam na ulice. Bez chęci współdziałania ze strony widza nie stworzyłbym nic, a moje komunikaty trafiałyby w pustkę. Widz jako współpracownik jest po prostu równie koniecznym składnikiem fotografii jak sam obraz. Wreszcie, według mnie, ale chyba i dla każdego fotografa uczciwego względem samego siebie, dzielenie się naszą pracą stanowi ostatni krok. Pozostaje ono w bliskim związku ze współpracą, ale dla mnie – jako artysty – dzielenie się własnym przekazem jest ważne choćby nawet miałby on pozostać niezrozumiany. Fotografię uliczną rozumiem wedle koncepcji „długiego ogona” – istnieje prawdopodobieństwo, że moja praca stanie się ważna dopiero wiele lat po mojej śmierci; to już jednak zależy właśnie od tego, czy będę udostępniał swoje zdjęcia, czy dam się poznać, dzieląc się tym, co widziałem i jak wyglądało moje życie i mój świat.

Wojtek Papaj: A teraz pytanie szczególnie istotne dla naszej grupy: czy kolektywy fotograficzne wciąż mają przyszłość? Co robić (lub czego nie robić), by utrzymać dynamikę grupy, rozwijać ją i promować?
Richard Koci Hernandez: Zdecydowanie tak! W swej najprostszej postaci kolektyw to grupa podobnie myślących profesjonalistów. Łączenie współpracy i dyskusji z partnerami podzielającymi naszą pasję jest ważną częścią sztuki i procesu fotograficznego. Bez tego, bez kontaktu z innymi, pozostajesz w izolacji a nierzadko popadasz w twórczą i zawodową niemoc. Grupę zdeklarowanych pasjonatów stać na wielkie rzeczy, tak że dla mnie jest jasne – kolektywy mają sens. Kluczowe są tutaj: zdecydowane przywództwo, zdrowa dyskusja i stała interakcja.

Wojtek Papaj: Fotografia mobilna jest stosunkowo nową gałęzią sztuki. Jak widzisz jej przyszłość, jej rozwój lub upadek, zwłaszcza w kontekście rozwoju technologii?
Richard Koci Hernandez: Dawno temu nauczyłem się, by nawet nie próbować przewidywać przyszłości. Przed 10 laty nie sposób było wyobrazić sobie narzędzi, jakimi dzisiaj dysponujemy – inteligentnych telefonów, zegarków, okularów… Sądzę że technologia będzie tylko napędzać rozwój sztuk wizualnych (zarówno fotografii, jak filmu), sprzyjając wzrostowi społecznej świadomości ich znaczenia. Jednocześnie narzędzia będą coraz łatwiejsze w użyciu i coraz szerzej dostępne.

Lista aplikacji, których Koci używa najczęściej:

– Hipstamatic

– ProCamera

– Filterstorm

– Snapseed

– Wood Camera

– Mextures

– Afterlight

 

Więcej zdjęć Richarda można obejrzeć tu:

Instagram

Flickr

Facebook

Twitter

RichardKociHernandez.com

PS. Richard obecnie testuje możliwość wykorzystania Google Glass w fotografii mobilnej. Efekty tego eksperymentu można śledzić tutaj.

komentarze 2

  1. goh. napisał(a):

    Wojtek! dobra robota – świetny wywiad:)))

  2. Peter napisał(a):

    Bardzo fajny wywiad!

Zostaw komentarz

MENU: